Pigułka z wirusem: 7 kroków do stworzenia dobrego viral contentu

on Listopad 23 | in kampanie reklamowe | przez | z No Comments

Nie ma jednej recepty na to, jak stworzyć dobry viralowy content. Inaczej – przepis jest tak banalny, że aż zbyt ogólny – wystarczy stworzyć coś, co zmotywuje ludzi do dzielenia się twoim dziełem. No dobrze, ale jak wymyślić coś takiego?

Wielu autorów artykułów, filmów, czy całych kampanii promocyjnych niejednokrotnie łamało sobie głowę, jak to jest, że choć wykonali solidną robotę i przygotowali profesjonalny materiał, nie wzbudza on oczekiwanego zamieszania. Nie niesie się, a powinno!
Zamiast rwać włosy z głowy, warto posłuchać lepszych od siebie. Na przykład Neila Patela, który już nie raz udowodnił, że ma nosa do social mediów i tego, co sprawdza się w e-marketingu. Na swojej stronie domowej Neil przede wszystkim przypomina o pokorze. Wiem dużo, ale wciąż się uczę- daj mi radę, napisz, jak mogę zrobić coś lepiej. To imponująca postawa.

Drugą osobą, której warto posłuchać jest Jonah Berger, współautor całkiem niegłupiej publikacji “What Makes Online Content Go Viral?”. Zebraliśmy kilka wniosków płynących z lektury tekstów obydwu panów (i wielu innych), wreszcie z własnych doświadczeń i obserwacji. Wrzuciliśmy wszystko do sprytnej maszyny, wprawiliśmy w ruch kilka trybików i w ten sposób uzyskaliśmy pigułkę na wiralowość, którą się z wami dzielimy.

1. Emocje
Przygotowaliście rzeczowy materiał? Świetnie. Czy wywołuje emocje? No właśnie… Chłodne treści nie zachęcają zbyt wielu osób do tego, by się nimi dzielić. Co innego publikacje (mamy tu na myśli zarówno wideo, jak i teksty), które w wyraźny sposób działają na nasze emocje. Nie zgadzamy się z przekazem, albo – przeciwnie – ktoś dobrze ujął to, co sami czujemy “wreszcie ktoś to zrobił, tak trzeba mówić, wow!”, Dobrze wiralują się treści zabawne i wzruszające.
Ludzie chętniej dzielą się pozytywnymi treściami, niż tymi negatywnymi. To wnioski globalne, polskie statystyki mogą się nieco różnić, zwłaszcza w okolicach wyborów, trudno jednak zaprzeczyć temu, że pozytywna treść ma bardziej uniwersalny zasięg i łatwiej zniesie próbę czasu.

2. Zaskoczenie
Chwila, jak to? Zdziwienie to też emocja! Po co nam osobny podpunkt? Choćby po to, by podkreślić, jak ważne jest, by w naszym materiale był jakiś “twist”, element zaskoczenia. Myślicie, że oglądacie kolejny nudny film w którym facet w białej koszuli zachwala zalety produktu dla innych facetów w białych koszulach, WTEM! obok niego zaczynają tańczyć karły, z sufitu lecą serpentyny i sypie się konfetti, a koleś mówi, że wcześniej kłamał, a teraz powie wam prawdę. Bawi was ta nagła zmiana, bo sprytnie zagrano tu ze stereotypami, a jednocześnie. Jeśli całość jest dobrze przygotowana – wy się cieszycie, a firma dostarcza wam pod przykrywką niezłej zabawy sporo praktycznych informacji i zachęca do wizyty na stronie, lub innego działania.

3. Dystans
Nie jest konieczny, ale w internecie się przydaje. Nawet jeśli oferujecie nudne produkty dla nudnych ludzi i macie świadomość swoich niedociągnięć, użytkownicy mogą was pokochać – o ile nie będziecie ich oszukiwać łowiąc na haczyk pozornego luksusu. Internauci cenią sobie szczerość i czarne poczucie humoru.

4. Plan
Tu dochodzimy do bardzo, bardzo ważnego pytania. Po co wam ten viral? Mamy pewne podejrzenia – nie chodzi wyłącznie o satysfakcję ze zrobienia czegoś, co podbiło internet. Chcecie zwrócić uwagę nowych użytkowników, przyciągnąć ich do swojej marki, zachęcić do kupowania, zmienić nieco wizerunek firmy? Dobry viral marketing, choć wyglada często jako super udana, spontaniczna akcja, niekiedy pokazuje backstage – bywa starannie zaplanowany.

5. Zaplecze
Zanim zawirusujecie swoimi treściami pół świata musicie mieć zaplecze w postaci bazy “pacjentów 0”, czyli grono tych odbiorców, którym na początku roześlecie swój materiał licząc na to, że “chwyci” i “rozejdzie się” dalej. Im większa baza, tym więcej zarażonych. Tak działają epidemie. Drugi rodzaj zaplecza, to wszystko to, co odnajdzie nowy użytkownik zachęcony waszym viralem. Jeśli wasza strona domowa jest zła, nieczytelna, długo się ładuje, jeśli na facebookowym fanpage`u dzieją się dramatyczne wydarzenia – komentatorzy nie zostawiają na waszej marce suchej nitki,a wy nie potraficie odpowiednio zareagować na ich wzburzenie – nie ma sensu zachęcać nowych użytkowników. Zadbajcie najpierw o fundamenty.

6. Mniejsze logo
Jedna z ulubionych piosenek większości grafików pracujących w świecie reklamy nosi ironiczny tytuł “czy możesz powiększyć moje logo?”. Zgadnijcie dlaczego… Wszyscy dobrze wiemy, że tworzenie viral contentu nie służy wyłącznie altruistycznej potrzebie dostarczania ludziom radości i czynienia z internetu miejsca jeszcze bardziej wypełnionego tekstami, zdjęciami i filmami.
Chodzi o zysk, większy ruch na stronie, więcej polubień fanpage`a, lepszą świadomość marki, wyższą sprzedaż. Zanim pojawi się zysk, trzeba niestety wydać pieniądze. To smutne, ale prawdziwe. Skoro wydajecie pieniądze na content marketing, najprawdopodobniej nie chcielibyście odkryć, że w materiale promocyjnym wasze logo jest takie malutkie, a informacja o waszym sklepie pojawia się dopiero na końcu filmu. Niestety, internauci uważają inaczej – najchętniej dzielą się dobrym, emocjonującym materiałem, który nie jest zbyt nachalnie obrandowany.

7. Wygląd
Wygląd jest bardzo ważny. Najistotniejsze zaś jest to, by wizualna warstwa materiału była adekwatna do treści oraz spójna z identyfikacją wizualną naszego serwisu, sklepu, linii produktów… Nie zawsze chodzi o to, by kręcić filmy o jakości HD i dźwięku jak żyleta, czasem chwyci zwykły “amatorski” i “szczery” obrazek. Wideo nakręcone “z ręki” daje efekt spontaniczności i lepiej odda klimat, nie ma natomiast nic gorszego niż obcowanie z wymuszonym, słabej jakości materiałem, który miał być viralem, ale wszystko poszło nie tak…

Jeden z lepszych przykładów przemyślanego viral marketingu – dobre, zabawne, zarazem pełne informacji wideo, które zachęca do odwiedzenia bardzo intuicyjnej, świetnie zaprojektowanej, korespondującej z wymową filmiku strony domowej i polubienia dobrze prowadzonego fanpage`a na Facebooku. Oto DollarShaveClub.com

Z tej prostej recepty skorzystała polska firma CupSell.pl, ogladając ich najnowszy film promocyjny nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mocno zainspirowali się materiałem DollarShaveClub.com. Czy to źle? Jeśli film wyszedł dobrze, szczerze bawi i sie wiraluje… cóż, to znaczy, że wyszło dobrze.

Barbie „Wyobraź sobie możliwości…” – jedna z kampanii spod znaku women advertisement, bazuje na emocjach, budowaniu pozytywnego obrazu kobiety, wzrusza i… to  się sprawdza (podobnie, jak wcześniej kampanie Always, Nivea i Dove)

Osoby odpowiedzialne za promowanie JustPark – aplikacji pozwalającej zarezerwować sobie miejsce parkingowe (co, jak zapewne nie trudno zgadnąć, w tak duych miastach jak Londyn jest rzeczą szalenie przydatną) zaproponowali inne rozwiązanie. Zamiast wiralowego filmu na YT – grę. Teoretycznie nie ma nic wspólnego z parkowaniem, jest banalnie prosta i przypomina wszystkie te zabawne „zabijacze czasu”, w które klikają użytownicy social mediów. Gra poleka na odpowiednio szybkim zareagowaniu na znak STOP poprzez naciśnięcie dowolnego przysicku na klawiaturze lub myszce. Im lepszy czas reakcji tym niższy „wiek reakcji”. Zgadnijcie ile razy niektórzy usiłują zejśc poniżej reakcji na poziomie 56-latka…

reakcja

Pin It

Komentarz są wyłączone.

« »